ŚMIERĆ  O  PIĄTEJ  POPOŁUDNIU 

 

At five in the afternoon 

Ah,terrible five afternoon! 

It was five by all the clocks! 

The shadow of five in the afternoon. 

 

The rest was death and death alone 

At five in the afternoon 

Frederico Garcia Lorca 

 

 

…równo o piątej popołudniu wyszliśmy naprzeciw śmierci.Nie zauważyłem kiedy zza rogu wyskoczył Ukrainiec i wystrzelił.To był dobry strzał.Ugodził tam gdzie trzeba i wszystko się skończyło – słońce,ciepły dzień sierpniowy,ostatnie niedopowiedziane słowa.Ciemność... 

Ciekawe co było dalej.Dalej nie było nic bo wszystko znikło a Anioł Stróż uciekł w popłochu i tylko później się tłomaczył,że to przełożeni władowali go w niemożliwą sytuację,a on Anioł Stróż był pierwszy raz na takiej robocie bo do tej pory pracował przy zapalaniu i gaszeniu gwiazd wieczorem i o świcie. 

A oto słowa Anioła zapisane w protokole z dnia 1 sierpnia 1944 na okoliczność niedopilnowania powierzonemu mu młodego życia: 

...godzina była 17 i 0 minut czasu ziemskiego i mój dyżur trwał ponad 24 godzin.Raz wołali że to już,a to znowu żeby czekać.Bałagan był straszny i nagle mój coś tam krzykną i skoczył do przodu,nie było   nawet dość czasu żeby go złapać za kołnierz i nagle było po wszystkim.Leżał na brzuchu i z prawej stronu głowy wypłynęła wąska strużka krwi.Inni wciągnęli go do tyłu.Na tym mój dyżur się skończył.Zameldowałem do góry.Kazali mi czekać.Nadal czekam... 

Relacja szeregowego SS Wachtabteilung 85,lat 24,Dymitrja Czernycha: 

...od rana było ogłoszone ostre pogotowie.Warty nie zmieniały się co 2 godziny lecz co cztery.Od rannej kawy z chlebem nic nie jedliśmy.Naraz około  godziny piątej popołudniu usłyszałem z dużej odległości strzały.W tym zwariowanym mieście to było normalne.Nigdy tu nie było spokoju.Na ulicy przed naszym domem nie było widać ludzi mimo że to była godzina gdy mieszkańcy wracają z pracy.Wyszedłem z bramy i spojżałem w lewo i zobaczyłem że zza węgła domu wysuneła sie ręka trzymająca rewolwer a za nią i głowa.Złożyłem się i strzeliłem prawie nie celując.Głowa zniknęła,strzały w okolicy się wzmogły.Też słychać było parę wybuchów granatów.Wszedłem spowrotem do bramy i zamknęłem drzwi.Od strony schodów słyszałem biegnących w dół kolegów... 

W zeszycie znalezionym po roku w ruinach narożnego domu był zapis dokonany przez "Dankę",lat 17,uczennicę tajnych kompletów gimnazjalnych,świeżo przeszkolonej sanitariuszki: 

...czekaliśmy w bramie zaraz przed skrzyżowaniem ulic.Była godzina piąta lub jakaś minuta później,ale żaden rozkaz rozpoczęcia akcji nie nadchodził,a o piątej mieliśmy wyjść do akcji.Nasz dowódca "Bocian" powiedział że wyjdzie zorientować się w sytuacji.Padł pojedynczy strzał i ktoś krzyknął że "Bociana" trafiło.Wyskoczyłam i zobaczyłam go leżącego na ziemi.Koło głowy było trochę krwi.Odciągneliśmy go do tyłu.Był martwyTo był nasz pierwszy zabity.Później,to znaczy już na drugi dzień mieliśmy już więcej zabitych... 

Meldunek z odcinkka do dowództwa zgrupowania: 

...Niniejszym meldujemy,że o godzinie 17 i 8 minut nasz patrol z naszego odcinka w czasie rozpoznania przedpola stracił 1 zabitego i 3 lekko rannych.Skrzyżowanie ulic jest pod ciężkim obstrzałem z domu zajętego przez SS i od strony posterunku zandarmerii.Bez wsparcia ogniowego broni maszynowej dalsze nastąpienie grozi wielkimi stratami... 

Kiedyś się śpiewało "Jak to na wojence ładnie"...Nasza wojna bbyła wojną rozpaczy i nadziei.Już nie wychodziliśmy naprzeciw śmierci,ona przychodziła do nas,wtłaczała nas do piwnic i w ukrycie za zwałami domów.Okazało się że śmierć na polu walki nie jest taka jak to opisywano w książkach lub śpiewano na harcerskich obozach.Nasi ojcowie nas okłamali,że tak to jest jak w ich opowiadaniach z młodości.Śmierć była z nami przez te wszystkie lata,ale to była zawsze gdzieś tam za rogiem,niewidzoczna,straszna,tajemnicza.Byli tacy co wychodząc rano z domu spotykali ją na ulicy,byli i tacy co jechali do lasu i tam szukali swego końca.A tu ona przyszła do nas.Strach ściskał krtanie i wstrzymywał mysli.Co teraz?Kto następny,ale gdy ma sie nascie lat i przeczytaną całą Trylogie chęć zostania bohaterem mocniejsza niż wszystko. 

...nie grają nam surmy bojowe 

i werble do szturmu nie warczą 

nam przecież te noce siepniowe 

i prężne ramiona wystarczą... 

...a nie wystarczyły i w pewną noc sierpniową  chyłkiem wychodziliśmy z miasta,które płonęło za naszymi plecami.Noc nie błyszczała gwiazdami,czarny dym zagasił je i zasłonił błyszczący księżyc.Ciemnoczerwony horyzont i ten dym dławiący oddech były naszym pożegnaniem z tym miastem. 

 

Smród kanałów zmieszał się z zaduchem gnijących trupów.Nasza sanitariuszka Anna  powiedziała że to jest woń gangreny.Dusza  żołnierza w czasie odwrotu jest przeżarta nienawiścią do samego siebie i do tych w których wierzył bezgranicznie bo myślał że wiedzą co robią. 

Najstraszniejsza jest gangrena duszy.Żadna operacja nie pomoże ani amputacja ani czas niczego nie uleczy.Jak ogień piekielny na wieczność zostanie.Ale to była sprawa duszy.Głód i poranione w marszu nogi to jest to co teraz  nam najbardziej dokuczało.Oczy piekące od dymu i cholerne zmęczenie ,ale trzymany w ręku  automat był jedyną przepustką do życia. 

 

Miasto w czerwoniej łunie oddalało się co raz dalej i dalej.Szlliśmy w kompletnej ciszy,krok za krokiem,bardziej suwając nogami niż maszerując.Puste ulice północnego skraju miasta,wille leżace w gruzach i stęchły smród  trupów towarzyszyły nam w tej nocnej wędrówce. 

Nieprzyjaciel nie spodziewał się że ktoś zdoła wyjść z oblężenia.Toteż posterunki rozrzucone były w dużych odstępach i tylko trzeba było  znaleść dziurę w sieci.Wspomnienia harcerskich gier wróciły w naprężonych instynktach,podchody i nocne marsze nad jeziorami były z nami w tą noc.Wielka Gra szła dalej.Tylko tym razem cena była inna.Tak lub nie – innego wyjścia nie było,ale jakoś się znalazło i nagle w ciemności pojawiła się linia lasu.Znaczy że tym razem znowu się udało i przeszliśmy.Śmierć została z tyłu ale nie na długo bo ona szła za nami jeszcze ciepłym tropem,ale godzina piąta popołudniu stała się legendą. 

  • Facebook